Długi żywot przedwojennej pogłoski.
W 1937 r. mój dziadek wraz z rodziną zamieszkał w Wasylowie Wielkim, położonym wówczas na terenie powiatu Rawa Ruska. Mieszkali tam jedynie do 1943 r., ale już jako dziecko słyszałem opowieści o tych zaledwie sześciu latach. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku przeczytałem wspomnienia mieszkanki Wasylowa Ukrainki Iryny Dmyterko-Baran. Tak opisywała w nich stosunek Polaków do Ukraińców w końcówce lat trzydziestych:
W mojej wsi Wasylów mieszkało 250 rodzin z tego 30 polskich i połowa mieszanych. Już przed wojną byli chłopcy, którzy należeli do organizacji, schodzili się do czytelni „Proświty”, gdzie poznawali historię Ukrainy. To było w latach 1937-38. Był ktoś, kto o tym Polakom donosił. To Polakom się nie podobało i zrodziła się wielka nienawiść Polaków do Ukraińców. Już w 1938 r. na naszą wieś zaczęło napadać Wojsko Polskie. Była to tak zwana pacyfikacja. To wojsko nazywali „Krakusami”. Jednego razu przyjechali do nas „Krakusi”, wzięli sołtysa, żeby pokazał, gdzie kto mieszka i chodzili po rodzinach chłopców z ukraińskiej organizacji. I co oni u nas robili? W chatach krytych strzechą rozpruwali dachy, do mąki nalewali nafty, zabierali dziewczętom ukraińskie stroje i rąbali siekierami na progach. I mówili „macie organizacje!” Niektórym chłopcom udało się ukryć, innych aresztowano i siedzieli na Brygidkach we Lwowie. Wrócili w 1939 roku, gdy wybuchła wojna polsko-niemiecka. Od tego czasu w naszym Wasylowie nie było zgody między Polakami i Ukraińcami. Nasi studenci nie mogli dostać pracy, chłopi nie mogli kupować ziemi.
We wspomnieniach tych mocno wątpliwy jest opis o działalności tzw. Krakusów, którzy mieli jeździć po wsiach i gnębić ukraińską ludność. Przed wybuchem wojny w okolicach Wasylowa Wielkiego krążyła powielana szeroko plotka o tzw. Oddziale Krakusów, złożonym z Polaków ubranych w wojskowe mundury i jeżdżących konno, którzy mieli napadać na wsie zamieszkałe przez Ukraińców, niszczyć ich mienie i siłą zmuszać do zmiany wyznania. Pogłoska była na tyle rozpowszechniona, że zajęła się tym policja. Załączam kopię kilku policyjnych dokumentów, dotyczących tej sprawy.
PS. Nie wiem, czy pod koniec lat trzydziestych WP przeprowadzało w Wasylowie Wielkim antyukraińskie akcje. Nie przypominam sobie, żeby coś na ten temat wspominał mi dziadek lub ktoś z mieszkańców Wasylowa. Wydaje mi się dosyć prawdopodobne, że Iryna Dmyterko-Baran pisząc wspomnienia, jako prawdziwe wydarzenie, umieściła w nich krążącą w okolicy fałszywą pogłoskę.