Dzisiaj postanowiłem napisać tekst o kilku miejscach na terenie wsi Dębno pow. Leżajsk, gdzie nadal spoczywają ofiary II Wojny Światowej. Wszystkie te miejsca są nieznane i zupełnie nieoznaczone.
Od wiosny 1944 r. nad Sanem w okolicy Dębna Niemcy budowali umocnienia. Były to bunkry ze ścianami i sufitem z drewna, nakryte ziemią. Niektóre na tyle duże, że można w nich było umieścić armaty. Linię obrony obsadzono młodymi poborowymi w wieku około 18 lat. Nie było ich wielu i część bunkrów pozostała pusta. W nocy Armia Czerwona przekroczyła rzekę San na wysokości Rzuchowa i weszła do Dębna od zachodu. Walki nie trwały długo. Tego dnia nad ranem była wielka ulewa i w jej czasie, część niemieckich żołnierzy zdołała ujść z życiem. Ci którzy zginęli, zostali pochowani tam gdzie polegli.
W pobliżu Sanu pochowano ośmiu niemieckich żołnierzy. Każdy z nich miał swoją mogiłę, a na niej krzyż. Od wielu lat nie ma żadnego śladu tych mogił, ale kości pozostały.
Kilkadziesiąt metrów od tego miejsca, na uprawianym polu, pochowani są w niedużej od siebie odległości, jeden radziecki i dwóch niemieckich żołnierzy. W części wsi nazywanej Ozer, nad Wisłokiem, niedaleko od brzegu, pochowany jest jeden żołnierz. Nie zdołałem ustalić, z której był armii. Przy drodze koło stadionu, w pobliżu krzyża, zakopany jest niemiecki żołnierz. Na Porębach leży dwóch lub trzech, a jeden przy drodze na byłe dębniańskie pastwiska.
Jeszcze w czasie okupacji niemieckiej, nie zdołałem ustalić w którym to było roku, Niemcy stacjonujący w dębniańskiej Ochronce zastrzelili żydowskie małżeństwo z dzieckiem. Cała trójka została zakopana w pobliżu dołu, którego zdjęcie zamieściłem.
W pierwszych dniach po zajęciu Dębna przez Rosjan miało miejsce takie zdarzenie. W czasie ataku Armii Czerwonej ranny został jeden z niemieckich żołnierzy. Na tyle ciężko, że nie mógł chodzić. Co ciekawe, pozostał z nim kolega czy brat, który był zdrowy. Obydwaj ukrywali się na polu w kopie siana czy snopkach zboża. Zauważyli ich mieszkańcy wsi i poinformowali Rosjan. Kamandir wysłał po nich kilku żołnierzy, którzy przyprowadzili ich na drogę, której zdjęcie zamieściłem. Ci niemieccy żołnierze, to byli młodzi chłopcy w wieku 18-19 lat. Ten ranny nie mógł stać i leżał na ziemi. Kamandir przeglądnął ich dokumenty, wyjął pistolet i strzelił stojącemu żołnierzowi w głowę, następnie pochylił się nad leżącym i również wystrzelił w głowę. Zakopano ich w pobliżu, nadal tam leżą.